Sieć contentowych zależności

Co łączy content marketing z social media, nową polityką Googla i zmianami w LinkedIn? Więcej niż się wydaje. A w tym momencie przede wszystkim zmiany, które, funkcjonując jak system naczyń połączonych, wpływają na wszystkie działania związane z content marketingiem.

Źródło: https://www.flickr.com/photos/landscape_leadership/5451695738/CC

Źródło: https://www.flickr.com/photos/landscape_leadership/5451695738/CC

Powołując się na ogólnodostępne źródła, własne obserwacje oraz doniesienia Content Marketing Institute, nie sposób nie zauważyć, że Facebook sporo namieszał w swoim algorytmie. Co więcej, zmian dokonuje również Google i z niepokojem obserwujemy, czy Twitter również nie szykuje nam małej rewolucji. I co na to wszystko LinkedIn?

Zły Facebook

Co się zmieniło? Facebook po raz kolejny ogranicza organiczne zasięgi docierania treści, wymuszając tym samym korzystanie z płatnych opcji reklamowych. Na frustrację social media managerów jak sól na świeżą ranę podziała retrospekcja z 2012 roku, kiedy to posty docierały do ok. 16% użytkowników. Teraz muszą zadowolić się 1 lub 2% wszystkich fanów, a każde zwiększenie docieralności postu jest darem od losu. Czy pozostaje cierpieć i pokornie płacić za promocję wszystkich treści? I tak i nie – Facebook wciąż z łaskawością odnosi się do wartościowego contentu – i o tym nadal warto pamiętać.

Bye bye, bloggers

Era „gościnnych blogerów”, których celem były głównie zabiegi SEO, dobiega końca. MyBlogGuest to platforma blogerska, która często zamiast publikowania interesujących treści służyła użytkownikom do tworzenia zaplecza SEO. Planowane działania Googla ogłoszone na Twitterze, odnoszące się do blokowania blogów w wyszukiwarce, to przestroga zarówno dla spamerów jak i osób, które bezwartościowym contentem chciały wypromować swoją stronę. Ann Smarty, czyli założycielka MyBlogGuest odpowiada na zarzuty, że jej platforma jest przeciwna płaceniu za linki. Jakkolwiek by nie było, to Google ma ostatnie słowo.

LinkedIn bloguje

Tymczasem LinkedIn zachęca do wyrażania swojej opinii w formie dłuższych wypowiedzi – jednym słowem udostępnia wszystkim użytkownikom możliwość blogowania w serwisie. Dotychczas opcja ta była dostępna dla wąskiej grupy liderów, a odtąd każdy będzie mógł zamieścić dłuższy tekst. W dodatku portal zapowiada, że będzie promował najbardziej wartościowe wpisy.
Zatem: marsz do pisania! Przy czym warto pamiętać, ze LinkedIn to portal zrzeszający profesjonalistów i jałowe wypowiedzi będą oceniane wyjątkowo krytycznie.

Agnieszka Woźniak