Seks sprzedaje: contentowa strategia „Nimfomanki”

„Nimfomanka” Larsa von Triera rozpalała wyobraźnię widzów na długo przed kinowym debiutem dzięki wyjątkowo sprawnej strategii promocyjnej. Gwiazdy szczytujące na plakatach i klipy z pogranicza pornografii zamieniły historię o filozoficznym zacięciu w łatwiejszą do przełknięcia opowieść o bujnym życiu tytułowej bohaterki.

Nimfomanka plakat z filmu

Reżyser obrazu Lars von Trier z kontrowersją i skandalem jest za pan brat, o czym świadczą jego poprzednie obrazy, w tym naładowany przemocą i perwersją „Antychryst”, masochistyczne „Dogville” czy nakręceni w konwencji dogmy „Idioci” – film uważany zarazem za genialny i pozbawiony sensu. „Nimfomanka”, która trafiła do polskich kin na początku stycznia, była zapowiadana jako najbardziej skandalizujący film w dotychczasowym dorobku Duńczyka, co w kolejnych miesiącach potwierdzał zamieszczany w sieci content oraz informacje podgrzewające atmosferę skandalu.

 

Seks od początku był dźwignią promocji „Nimfomanki”, zaczynając od nazwy filmu, pisanej z charakterystyczną literą O wykonaną z dwóch nawiasów i jednoznacznie kojarzącą się z waginą. Bardzo szybko pojawiły się również pogłoski sugerujące, że von Trier nakłonił aktorów, by samodzielnie odegrali wszystkie scen seksu w filmie, co koniec końców okazało się nieprawdą (a przynajmniej oficjalnie nie potwierdzono tego faktu). Kolejnym zaskoczeniem było ustalenie premiery „Nimfomanki” w Danii na 25 grudnia, oficjalnie tłumacząc decyzję długością obrazu trwającego aż cztery godziny, przez co musiał zostać podzielony na 2 części. Okres świąteczny miał dać widzom odpowiednio dużo czasu na zapoznanie się z filmem, choć nie da się ukryć, że konfrontacja Bożego Narodzenia z seksualnymi ekscesami działała na wyobraźnię.

W lutym 2013 roku do sieci trafił pierwszy oficjalny fotos z filmu, przedstawiający kobietę leżącą w ciemnym zaułku. Kadr jest początkiem opowieści, w której tytułowa nimfomanka Joe opowiada historię swojego życia mężczyźnie, który znajduje ją na ulicy i oferuje pomoc. Bohaterka wraca pamięcią do młodości i kontynuuje relację aż do czasów współczesnych. Wspomnienia Joe zostały podzielone na 8 rozdziałów, które odegrały ważną rolę w promocji filmu.

Zaczynając od czerwca, do sieci mniej więcej raz w miesiącu trafiały minutowe klipy, będące zapowiedzią/streszczeniem kolejnych rozdziałów filmu. W pierwszym młoda Joe zamierza namówić na seks jednego z pasażerów pociągu, w innym bohaterka pojawia się w biurze i wchodzi do windy z oprowadzającym ją pracownikiem, gdy nagle dźwig się zacina. W jednym z ostatnich dojrzała już nimfomanka rozpina spodnie przytrzymywanemu na krześle mężczyźnie. W ten sposób twórcom udało się rozciągnąć promocję w czasie i podgrzewać zainteresowanie przez długie miesiące.

Równocześnie z filmami ujawniano kolejne plakaty promujące „Nimfomankę”, które przedstawiały głównych bohaterów w chwili orgazmu. Zdjęcia z wykrzywionymi rozkoszą twarzami kobiet i mężczyzn z szybkością błyskawicy rozprzestrzeniły się po sieci, a pomysł zaczął żyć własnym życiem. Z okazji rozdania duńskich nagród filmowych Bodil, swoją wersję orgazmicznego plakatu przygotowali tamtejsi krytycy filmowi. Nad ich głowami znalazły się nazwiska oraz wyboldowane nazwy mediów, dla których pracują. Akcja nie była jednak bezpośrednią promocją filmu, ale formą satyry, której przyświecało hasło „My też potrafimy ekscytować się dobrym kinem”.

Oryginalny plakat promujący "Nimfomankę"

Oryginalny plakat promujący „Nimfomankę”

 

Plakat z duńskimi krytykami

Plakat z duńskimi krytykami

Na tej fali popłynął również polski dystrybutor filmu, firma Gutek Film, która namówiła do podobnego projektu polskich recenzentów. Szczegóły tego przedsięwzięcia na swoim blogu omawia krytyk filmowy Piotr Pluciński, który słusznie wytyka tę decyzję kolegom po fachu. Recenzenci wystąpili na plakacie za namową dystrybutora filmu, żywo zainteresowanego jego sukcesem, promując „Nimfomankę” pod własnym nazwiskiem (bez podania redakcji) mimo, że, jak pisze Pluciński, żaden z nich wówczas filmu nie widział. Kwestie etyki zawodowej to jednak w tym wypadku sprawa zdecydowanie drugo-, a nawet trzecioplanowa, ponieważ efekt został osiągnięty: o „Nimfomance” (i plakacie) rozpisywali się wszyscy.

Polscy krytycy na plakacie dystrybutora

Polscy krytycy na plakacie dystrybutora

Twórczość Larsa von Triera i efekty starań działu PR ocenią widzowie, w pierwszej kolejności europejscy, którzy zobaczą film w styczniu i lutym. W USA „Nimfomanka” zadebiutuje dopiero pod koniec marca. W Polsce pierwsza część filmu trafiła do kin 10 stycznia, a druga ma się pojawić 31 stycznia.