Prasa nie sprzeda się w sieci, czyli jak przyciągnąć czytelnika w internecie (cz.1 – nagłówki)

Informacyjny konkret, dużo danych na poparcie tezy i możliwość personalizacji przekazu – te cechy w zasadniczy sposób powinny odróżniać teksty online od tekstów drukowanych.
Podczas gdy w prasie o atrakcyjności tekstu decyduje autor, w sieci to internauta jest panem i władcą przekazu. Od jego opinii zależeć będzie wysoko ceniona klikalność i ruch na stronie, który osiągnąć można wyłącznie dzięki analizie potrzeb sieciowego czytelnika. A jego celem głównym jest szybkie zdobycie interesujących informacji.

Kazus wysokiego podróżnego

Różnice między tekstem internetowym i prasowym wskazać można na przykładzie artykułu z pisma The New York Times „Jak radzić sobie z Klątwa Wysokiego Podróżnego”(1). W przypadku prasy fraza „Klątwa Wysokiego Podróżnego” zaciekawia i skłania do dalszej lektury. Nagłówek dodatkowo wzmacnia zdjęcie rosłego mężczyzny skulonego na tylnym siedzeniu taksówki, więc na pierwszy rzut oka czytelnik wie, czego może się spodziewać.

źródło: travel.nytimes.com

Jednak ten sam nagłówek umieszczony jest też na stronie internetowej, ale nie wiemy, czy spełnia swoją funkcję. Przede wszystkim, pierwsze trzy słowa nie dostarczają nam żadnej konkretnej informacji. Gdyby tekst miał się ukazać w sieci „wysoki pasażer” musiałby się znaleźć na początku zdania, ponieważ internauci zwykle zwracają uwagę tylko na lewą stronę nagłówka „skanując” wzrokiem daną stronę. Jeśli pierwszych kilka słów nie przyciągnie ich uwagi, nie klikną w odnośnik do artykułu.

 

Ponadto, w nagłówku brakuje słów kluczowych, takich jak „fotel w samolocie” czy „łóżko hotelowe”, które przydadzą się przy wyszukiwaniu. Nikt nie użyje słowa „klątwa” chcąc się dowiedzieć, która sieć hoteli ma łóżka dla wysokich lub która linia lotnicza oferuje najwięcej miejsca na nogi. Fraza „klątwa wysokiego podróżnego” jest zbyt nieścisła, by czytelnik od razu mógł zrozumieć, o czym jest tekst. Zwłaszcza, że większość artykułów nie jest opatrzona zdjęciem, które mogłoby rozwiać wątpliwości.

A jak to się dzieje w polskim internecie?

W interesujący sposób wygląda to na polskich serwisach informacyjnych. Tytuły zazwyczaj tworzone są w 2 wersjach. Tytuł zamieszczony na stronie głównej portalu ma być intrygujący i ma zachęcić użytkownika do odkrywania co się za nim kryje. Czy te tytuły są intrygujące czy raczej denerwujące to już odrębna sprawa.
Czy zachęcają do klikania takie lakoniczne tytuły, jak: „13 kluczy to Białego Domu. To dlatego Obama…”, „Grozi jej całkowite wyginięcie”? Nie wiemy – słuchy chodzą, że to działa…

Wracając – tytuł na stronie głównej serwisu to „Grozi jej całkowite wyginięcie”, natomiast na stronie artykułu to już „Naukowcy ostrzegają: Wielka Rafa Koralowa coraz mniejsza”. I jesteśmy w domu. Dzięki temu drugiemu tytułowi tekst ma szansę poprawnie zaindeksować się w Google, więc na artykuł mogą wejść użytkownicy bezpośrednio z wyszukiwarki.

Warto pamiętać, że w sieci sam nagłówek musi dostarczyć wystarczającą ilość informacji, by skłonić użytkownika do przejścia na stronę z artykułem.

(1) Przykład pochodzi z serwisu useit.com

Część drugą artykułu znajdziecie tutaj: blog.artivia.pl/2012/10/prasa-nie-sprzeda-sie-w-sieci-czyli-jak-przyciagnac-czytelnika-w-internecie-cz-2-tresc